Park Narodowy Sarigua
Panama znajduje się w pierwszej dziesiątce państw na świecie z największymi rocznymi opadami deszczu. Średnio spada w niej ponad 5 razy więcej wody niż w Polsce, przez co większość kraju porasta bujna, tropikalna roślinność. Jest też w Panamie miejsce, które zupełnie nie wpisuje się w krajobraz Ameryki Centralnej. Niecałe 250 kilometrów od Ciudad de Panama znajduje się … pustynia. A na jej terenie rozciąga się Park Narodowy Sarigua.
Gwoli ścisłości, jest to obszar posiadający wszystkie cechy pustyni, natomiast nadal pada tam trochę za dużo, aby można go było tak formalnie nazywać. Według naukowej terminologii w parku spotyka się więc „solne moczary”, co brzmi trochę jak nazwa jakiegoś zespołu power-metalowego, ale w praktyce mało kto sili się na terminologiczną poprawność. Niezależnie od definicji miejsce to jest warte odwiedzenia, bo krajobraz Sarigua – jak na tutejsze standardy – jest co najmniej nieoczywisty. Wielkie połacie czerwonej ziemi, porośniętej rzadko krzewami albo resztkami skarłowaciałych drzew, a do tego jeszcze żar lejący się z nieba. Dość powiedzieć, że nie są to nasze pierwsze skojarzenia, kiedy myślimy o Panamie. Niestety, te niecodzienne widoki są w dużym stopniu efektem działalności człowieka. Ale o tym po kolei.
Jak w tropikach stworzyć pustynię?
Na obronę naszego gatunku powiem, że przynajmniej niektóre procesy prowadzące do pustynnienia okolicy miały przyczyny naturalne. Park Narodowy Sarigua rozciąga się na wschodnim wybrzeżu Półwyspu Azuero, stanowiącego najsuchszy rejon kraju. Na dodatek w tutejszej ziemi znajdują się duże pokłady soli, które nawiewane w głąb lądu sprzyjały erozji gleby. Specyficzne warunki umożliwiły powstanie w tej okolicy kolejnego kuriozum, jakim są suche lasy deszczowe (nazywane też rozsądniej suchymi lasami tropikalnymi). Pora sucha w tej części kraju faktycznie zasługuje na swoją nazwę, bo jej trakcie notowane są tu bardzo niskie opady deszczu. W efekcie tropikalne rośliny prezentują się mniej więcej tak, jak kwiatki doniczkowe po 2 tygodniach urlopu, jeśli sąsiad zapomniał zajrzeć do was z konewką.
Sól, wiatr i prądy morskie pewnie jeszcze przez kolejne millenia zmieniałyby stopniowo miejscowy krajobraz, aż tu nagle pojawił się dopalacz w postaci człowieka i jego pomysłów. W drugiej połowie XX wieku wątłe lasy na wybrzeżu półwyspu zostały wycięte, aby zrobić miejsce dla wypasu bydła i co bardziej dochodowych upraw. Pozbawiona w ten sposób jakiejkolwiek ochrony przed wiatrem ziemia stawała się coraz bardziej zasolona i w ekspresowym tempie przybrała znany dzisiaj kształt. Skala zniszczeń była na tyle spektakularna, że władze Panamy w 1984 roku ogłosiły powstanie na tym terenie pierwszego parku narodowego, noszącego nazwę Sarigua, co w rdzennej mowie tłumaczy się mniej więcej jako “woda i sól”. A hodowcy bydła po prostu porzucili wyjałowioną ziemię i przenieśli się ku bardziej zielonym pastwiskom.







Na pustyni najlepiej rośnie bawełna
Po dotarciu na miejsce trzeba się zarejestrować w niewielkim budynku administracji parku. Nieliczni pracownicy placówki kryją się w nim przed panującym na zewnątrz upałem, a ich odpoczynek z rzadka zakłócają turyści pojawiający się przed wejściem. Niewielka ekspozycja objaśniająca historię regionu bardziej przypomina szkolną gablotę, więc zwiedzamy ją pobieżnie i idziemy przejść się po parku. Podczas naszych odwiedzin zamknięta była pobliska wieża widokowa, chociaż może i to lepiej, bo podobno już kilka lat temu ledwo się trzymała. Strażnicy nie interesują się nami specjalnie, zajęci odcinkiem jakiejś telenoweli, więc na własną rękę idziemy poszukać właściwej ścieżki.
Oznaczenie szlaków było raczej szczątkowe, stąd kierowaliśmy się przede wszystkim tabliczkami informującymi o zakazie śmiecenia. W parku spotkaliśmy też tylko jedną parę turystów, a tak poza tym cała okolica trwała w ciszy i bezruchu. Upał dawał nam się we znaki zarówno z nieba, jak i z rozgrzanej do – nomen omen – czerwoności gleby. Podobno temperatura potrafi osiągać tu w porze suchej nawet 45 stopni, co stanowi może dobre warunki do suszenia prania, ale dla życia zwierząt i roślin już nie za bardzo. Wyjątek stanowiły rozsiane po terenie całego parku krzaczki bawełny, które zaskakująco dobrze przystosowały się do miejscowej scenerii rodem z „Mad Maxa”. Rośliny te były kiedyś uprawiane w okolicy na szerszą skalę, ale wraz z postępowaniem erozji gleby zmniejszała się też populacja rolników zainteresowanych oraniem tego jałowego kawałka quasi-pustyni. Tak czy inaczej, widok bawełny sprawiał nam dużo radości, bo po raz pierwszy mieliśmy okazję zobaczyć ją w formie naturalnej, zanim jeszcze przemysł tekstylny wziął ją w obroty i nadrukował na niej logo krokodyla.
Według archeologów, na terenie dzisiejszego Parku Narodowego Sarigua pierwsze osady ludzkie pojawiły się blisko 11 000 lat temu. Można z tego wywnioskować, że była to wówczas topowa lokalizacja na terenie Panamy, o którą walczyli ze sobą prehistoryczni deweloperzy. Dzisiaj za sprawą panujących upałów trudno tu spędzić nawet kilka godzin, a najbardziej rzucającymi się w oczy mieszkańcami parku są ptaki i jakiś rodzaj wyjątkowo wrednych muszek, żywiący się prawdopodobnie zagubionymi turystami.













Walka z pustynią za pomocą krewetek
Wraz z powstaniem parku narodowego rozpoczęto w nim kilka projektów mających na celu rekultywację okolicy, a przynajmniej powstrzymanie dalszego jej pustynnienia. Jako jeden z nich często wymieniane jest powstanie hodowli krewetek na pobliskich wodach, co na pierwszy rzut oka wydaje się dość osobliwym sposobem na zmianę krajobrazu. Wbrew pozorom, ma to głębszy sens, bo daje zatrudnienie miejscowym Panamczykom i tworzy alternatywny wobec wypasu bydła sposób zarobku. Jeszcze ważniejszy jest jednak fakt, że prowadzona na rozsądną skalę hodowla krewetek wspomaga odtwarzanie porastających brzegi lasów namorzynowych. Z kolei roślinność powstrzymuje nanoszenie soli przez wiatr, co stanowi główną przyczynę pustynnienia tego regionu. Okazuje się więc, że owoce morza stanowią nie tylko ratunek wobec tłustej, mięsnej kuchni Panamy, ale również mają wpływ na kształtowanie się tutejszego krajobrazu. Jest to równie nieoczywiste, co i pustynia w Ameryce Centralnej.
Newsletter All Exclusive
Dostajesz za mało spamu? Jest na to sposób.
Zapisz się do newslettera All Exclusive i otrzymuj powiadomienia o najnowszych wpisach, artykułach i zmianach na stronie. W ten sposób nigdy nie przeoczysz przepisu na nowatorską nalewkę albo kolejnej historii podróżniczej. Obiecuję, że wiadomości nie będzie dużo, bo i jakiekolwiek nowe treści pojawiają się tu sporadycznie.


